sobota, 23 marca 2013

Ekstremalna Droga Krzyżowa 2013

    Wyruszyli po zmroku, aby w ciszy i w modlitwie przemyśleć siebie. Aby niosąc krzyż zrozumieć sens. Sens życia i śmierci, nauki i pracy. Sens miłości i oddania dla bliźniego.
   Ekstremalne warunki tego 50 kilometrowego marszu z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej w -10 stopniowym mrozie i w śniegu, mają pomóc to wszystko ogarnąć i odpowiedzieć sobie na pytanie: O co mi chodzi?

   Noc nie jest tu przeszkodą, ani przeciwnikiem. Noc, to sprzymierzeniec, pozwalający zatopić się w sobie samym. 
Ból, wyczerpanie, senność i chłód zbliża ich do Tego, który oddał za nich życie na krzyżu.
Idą całą noc, zatrzymując się na kolejnych stacjach drogi krzyżowej, pogrążając się w rozważaniach i modlitwie. I tak przez całą noc. 
Nad ranem, przed wschodem słońca pierwsi uczestnicy EDK docierają na miejsce szczęśliwi i miejmy nadzieję, że silniejsi w sobie.













 Jeszcze chwila modlitwy i zadumy...






 i możemy wracać do domu.




środa, 20 marca 2013

W marcu jak w garncu czyli wiosenny "Galicyjski kociołek"

       To stare i znane chyba wszystkim Polakom przysłowie ma wiele wspólnego z naszym (czytaj: Czerwonej Skarpety)  przepisem na niepowtarzalny "Galicyjski kociołek". Niektórzy pewnie pomyślą, że szkoda było takiej pięknej niedzieli na gotowanie. Tymczasem Czerwona Skarpeta właśnie w ten dzień wybrała się na poszukiwanie składników do swojej potrawy. I zdziwią się Ci, którzy podejrzewają nas o niedzielną wyprawę do supermarketu (tak, tak - to nowy, raczej przykry zwyczaj spędzania wolnego czasu przez sporą część społeczeństwa). My szukaliśmy naszych składników w terenie! 
I tu mała zagadka - kto wie, gdzie to jest?



 


Na pierwszy ogień wrzucamy do kociołka całkiem przyjemny widok, który nam się ukazuje po zdobyciu niewielkiego podejścia. W oddali majaczy sylwetka Babiej Góry, a u stóp przepaść! No bez przesady, powiedzmy- średniej wielkości przepaść :). Wszystko skąpane w blasku ciepłego, wiosennego słońca.
Dorzucamy szczyptę tajemniczości - co to jest?



Idąc zaśnieżoną dróżką zauważamy kamienno-ceglasty komin, który wzbudza w nas sporą ciekawość.







 Zmierzając w wiadomym już kierunku zwracamy uwagę na ślady zająca na śniegu. A może to Wielkanocny zajączek pomylił terminy?



 Dalej z zarośli wylatuje para sójek. Już wiemy, że to Wiosna nieśmiało zaczyna swoje harce po okolicy. Przed chwilą musnęła słońcem gałązkę, na której natychmiast zakwitły bazie.



 Ciepłym wiatrem strącała śnieg z uśpionych roślin, jakby chciała powiedzieć - jestem, już czas na przebudzenie.



Ale uwaga, teraz musimy do naszego kociołka dodać najważniejszy składnik, dzięki któremu potrawa nabierze niepowtarzalnego smaku i aromatu - dodajemy szczyptę dobrego nastroju. To pozwoli nam przez cały tydzień  wspominać piękne, niedzielne popołudnie.   

Poniżej kilka dowodów na to, że warto poszukać składników do swojego kociołka, aby był wyjątkowy i niezapomniany.    




Miejsce, które odwiedziliśmy i polecamy wszystkim, którzy pragną odpocząć od miejskiego zgiełku, to Uroczysko Tyniec. Aby tam dojechać kierujemy się z Krakowa ulicą Tyniecką, później odbijamy w lewo, w ulicę Bogucianka, aby po chwili skręcić znowu w lewo w ulicę Juranda ze Spychowa, którą docieramy do tablicy informującej o celu podróży. 







niedziela, 17 marca 2013

Apteka pod Orłem znowu otwarta.



Apteka powinna pomagać i tak też się działo do 1967 roku, gdy zrobiono z niej restaurację.
Od 16 marca 2013 roku "Apteka pod orłem" uczy - uczy o poświęceniu dla drugiego człowieka.




Obok Prezydenta stoi doradca Prezydenta, trzymają w ręku spisane słowa Prezydenta  
 Przemówienie prezydenta jest tłumaczone...
Ambasador wypowiedział ważne zdania w trzech językach
Rabin pomodlił się, tylko szkoda, że nikt tego nie tłumaczył.
Ambasador Niemiec w Polsce, Rüdiger Freiherr von Fritsch
Pani Urszula zaśpiewała kilka pieśni z getta.
Budynek apteki stał się wielkim ekranem,
na którym wyświetlano wizualizacje do pieśni śpiewanych przez Panią Urszulę
Koncert trwa, a już kolejka ustawia się do zwiedzania 
Dyrektor MHK, Michał Niezabitowski zaprasza i przedstawia.
Nasz Prezydent przejawił duże zaciekawienie wystawą
i Ambasador Izraela też.
Zwiedzający oglądali aż zblokowali.
Panie, które współpracowały z Tadeuszem Pankiewiczem odwiedziły dawne miejsce pracy.





wtorek, 19 lutego 2013

Peregrinatio.

I tak od ponad roku podróżuje po naszej Małopolsce od Makowa Podhalańskiego aż po sam Kraków obraz Pana Jezusa Miłosiernego wraz z Relikwiami św. Faustyny i błogosławionego Jana Pawła II.
W dniu dzisiejszym trafił do korzkiewskiej Parafii Pod Wezwaniem Narodzenia Św. Jana Chrzciciela.






 


 


sobota, 2 lutego 2013

Zjazd spod Kazamaty.

     Jest takie miejsce w naszym Krakowie, gdzie zimą słychać - uwaga !!! I nie jest to krzyk przerażonego dozorcy z krakowskiego ZOO, któremu uciekła puma czy inna pantera, lecz są to krzyki młodszej i starszej młodzieży, która pobija kolejny rekord szybkości zjazdu na sankach spod Kazamaty.
     Kazamata, to takie bunkrzysko, które stoi w Lesie Wolskim chyba od 1914 roku - chyba, ponieważ na tabliczce jest jeszcze jedna data, 1915. Nieważne. Ważne, że jest na szczycie wzniesienia i informuje nas, że jesteśmy na końcu naszej drogi (w przenośni, a dla niektórych dosłownie) i możemy odpocząć po tej 500 metrowej wspinaczce. Dla młodzieży to żaden problem wejść lub nawet wbiec na tę górę, bo energii z chipsów mają pod dostatkiem, ale dla niektórych tatusiów napędzanych płynny chmielem może to stanowić dość duży problem, biorąc pod uwagę, że ciągną za sobą sanki z pociechami. Panowie co was nie zabije, to was wzmocni.
Pod schronem amunicyjnym baterii FB 36 czeka na wytrwałych ławeczka, a może i dwie, na których można odsapnąć i zastanowić się co dalej. Kiedy już złapiemy oddech i ustabilizujemy pracę serca, dostajemy w nagrodę aż trzy możliwość do wyboru. Pierwsza polecana przez nas, to wsiąść na sanki i zjechać w dół krzycząc uwaga i potem wrócić w to samo miejsce. Druga, którą można wykorzystać po pierwszej, jeżeli kolejne podejście będzie zbyt wyczerpujące, to zaproponować dziecku wizytę w ZOO. Trzecia możliwość, to offroadowa dróżka w kierunku Kryspinowa.
     Zjazd spod Kazamaty, to niesamowite przeżycie, którego sam Felix Baumgartner by się nie powstydził. Droga w dół jest stroma i kręta, co przy gęstym obsadzeniu poboczy drzewami jak na las przystało czyni z niej ekstremalną jazdą bez trzymanki. Z każdym metrem wzrasta prędkość zjazdu naszych sanek. Pył śnieży wzbija się w powietrze szczególnie na zakrętach utrudniając nam obserwację drogi, dlatego wskazane jest krzyczeć uwaga, aby wychodzący zdążyli zejść nam z drogi. Wywrotki, potrącenia zdarzają się tam dość często i mogą być ze względu na rozwijane prędkości dość bolesne.
Po prawie 500 metrach szaleńczej jazdy docieramy do "Polany pod Dębiną", wychodząc na ostatnią prostą przeznaczoną do hamowania. Kto nie zdąży na niej wyhamować, może liczyć na odbój w postaci szlabanu zamykającego wjazd do polany. Teraz pozostaje tylko złapać za sznurek u sanek i z powrotem na górę.
I tak na zakończenie, My czyli Czerwona Skarpeta gorąco polecamy to miejsce.


Zaczynamy wspinaczkę.
Idą wszyscy. I duzi  i mali. Na dwóch i ....
...na czterech nogach..
Wybrali pierwszy wariant, czyli zjazd. 

Ta pozycja ma zmniejszyć opór.

Wypadki zdarzają się,
ale zabawa jest super !!!
Kończymy tu, gdzie zaczynaliśmy.